FANDOM


Zapraszam na moje pięcioczęściowe opowiadanie. Mam wielką nadzieję, że Wam się spodoba. Jest odrobinę drastyczne, ale obiecałam to Wiktorii.


ZAPRZECZENIE

Maszerowała raźno zamgloną alejką cmentarza Lafayette, oddychając miarowo. Czuła się podle. Stawiała krok za krokiem. Szła prosto. Nie oglądała się za siebie, ponieważ wiedziała, że o tej porze żaden normalny mieszkaniec Nowego Orleanu nie zapuszcza się w to miejsce. Żaden normalny... ona z pewnością nie była normalna. Choć brzmi to absurdalnie, Davina Claire posiadała dar otrzymany w spuściźnie po swych przodkach. Moc. Nigdy tego nie doceniała, przez całe swe życie uważała się za wybryk natury. A przynajmniej dopóki nie poznała osoby, która raz na zawsze zmieniła jej światopogląd. Teraz podążała w kierunku tej właśnie osoby. Kol Mikaelson był bez cienia wątpliwości przystojnym mężczyzną. Miał idealne, ciemnobrązowe oczy, które lśniły delikatnie w zestawieniu z jego łobuzerskim uśmieszkiem. Gdy się śmiał, w jego policzkach pojawiały się niewielkie dołeczki, które Davina uważała za urocze. Dziewczyna uwielbiała przyglądać się im, nic nie mówiąc. Zazwyczaj w ciszy siadała tuż obok ukochanego i mimowolnie zmuszała go do okazywania radości z samego przebywania blisko niego. Tym razem jednak miało być inaczej.
- Zdradziłaś mnie! - Usłyszała krzyk, a po chwili poczuła, że jej głowa uderza o coś ciężkiego i zimnego. Zachwiała się lekko, po czym osunęła się bezwładnie na twardą ziemię cmentarza.


Jeżeli Wam się spodoba, dodam drugą część. ;))